poniedziałek, 28 grudnia 2009





Nie napisałam. Ale to nic. Napiszę teraz.
Spóźnione życzenia. Wszystkiego, co najlepsze. Zdrowia. Spełnienia marzeń. Dostrzegania piękna. Miłości.

Jeszcze trochę i nowy rok. Nowa dekada. Czuję, że będzie to lepszy rok niż ten.


Ach, dzisiaj nabyłam parę ciuchów. Nudne kolory, ale ciuszki bardzo ładne. Za grosze, oczywiście. Poszłam też na kawę, później szłam z nią przez miasto i obserwowałam ludzi. Są śmieszni, szczerze mówiąc. Dlaczego? Bo kiedy się idzie przez naszą wieś z tramwajami z kawą z Cofee Heaven, wszyscy się gapią i mierzą człowieka. :D Nie powiem, bardzo mi było dzisiaj.. wesoło? Tak. Taka sama dla siebie byłam.

To właśnie jest ten mój nowy tok myślenia..






niedziela, 20 grudnia 2009

Twój wynik: 53 punktów
 
PIŁKA NOŻNA. Zawsze musisz być w centrum uwagi i zwykle jesteś. Gwiazda każdego towarzystwa, charakteryzujesz się pewnością siebie i lekką bezczelnością. Choć masz w sobie coś z pozera, a czasami ciężko zawodzisz (wiele obiecujesz, a mało dajesz), wszyscy i tak Cię kochają - Ciacha również.

sobota, 19 grudnia 2009

...




Dzisiaj był ciężki dzień. Pomijając to jak się czuję przez chorobę, dowaliła mi bardzo bardzo bliska mi osoba.
Wiem, że się o mnie martwi. Jednak słysząc, że nigdy sobie nie poradzę, bo widać po mnie moją naiwność i pazerność na pieniądze, załamałam się. Zabolało mnie to, że im bardziej staram się zmienić na lepsze, Ona tego nie widzi. Mi też jest ciężko, też czasami myślę, że sobie nie poradzę...dlatego mnie to boli. Boli, że we mnie nie wierzy.
A ja się staram...
Naprawdę...

Uspokoję się, jeżeli tylko ktoś mi powie, że we mnie wierzy. Wystarczy.

czwartek, 17 grudnia 2009

JEST PIĘKNIE!

JEST PIĘKNIE!
I NIECH MI NIKT NIE PRÓBUJE WSZYSTKIEGO ZEPSUĆ, BO ZABIJĘ!

choroba ma minąć! natychmiast!

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Pancerz.

Zdałam dzisiaj ostatni sprawdzian z historii, mam to już za sobą. Niesamowita ulga. Teraz czekam tylko na święta. Na śnieg. Mam wrażenie, że jak już zacznie padać, będzie mi dużo lepiej. Uwielbiam biel. Jest czysta, daje mi jakiś wewnętrzny spokój. Poza tym, zakrywa wszystko, co brzydkie i brudne.
Chciałabym już poczuć ten spokój. Bezpieczeństwo. Ostatnio czuję się niepotrzebna. Ciągle gonię za czymś. Za kogoś uwagą. Ciągle czuję, jakby każdy chciał mnie opuścić
Chciałabym stworzyć swój pancerz i z niego wyjść dopiero, jak będę się czuła bezpiecznie i dobrze. Nie mogę tak w wieczność być zależną od kogoś..

Nienawidzę swojego stanu.


czwartek, 10 grudnia 2009

Uwielbiam Audrey, czuję się jak kupa, czyli jak się załamać psychicznie, część I.








Dzisiaj jest jeden z tych dni, kiedy absolutnie się sobie nie podobam. Czuje sie jak kupa.
Ejmen.

środa, 9 grudnia 2009

 Za oknem chłód, ale w sercu dużo cieplej...

Wczoraj jakoś poczułam bardziej święta.:) Zostały tylko 2 tygodnie! A dzisiaj będę świętować dodatkowo urodziny mojej Mamć. Dla mnie zawsze i tak będzie miała 32 lata.
Za 40 minut wyruszam do szkoły, aby spod niej pojechać prosto na rzeź - czyt. konkurs z niemieckiego. Odbębnię swoje, na nic nie liczę. Ja tak naprawdę jestem straszny cienias, a wtedy przeszłam tylko fartem-naprawdę. To był cud. Teraz mi się już tak pierniczy niemiecki z angielskim że się nie zdziwię jak napiszę gdzieś "I am" albo "I was".

 Wunschen Sie mich Hals- und Beinbruch! (haha :D)


niedziela, 6 grudnia 2009

Mamy szafę! Może jeszcze nie jest w pełni skończona, ale JEST! Dzisiaj czeka mnie jeszcze mycie ścian. Tylko muszę trochę dojść do siebie, bo od rana kicham i smarkam. Uh, nie lubie tego.
Dostałam cudny prezent dzisiaj, jako że są mikołajki. Biografia Audrey Hepburn, wraz z filmem "Szarada" i biografię Marilyn.



Dostałam też bombonierkę, nussbeissera i marcepan. Idealne prezenty dla kogoś, kto się odchudza i próbuje nie jest słodyczy, od których jest uzależniona. Cóż..będę ćwiczyć silną wolę..
Taaak, wczoraj byłam pewna, że dostanę buty..a tu nic z tego. Nie dobrze. Nie mam w czym chodzić. Może znajdę jakąś kasę. (Ciekawe skąd. Obrabuję bank.)

Zapuszczam włosy, nie jem słodyczy i dbam o siebie bardziej niż zwykle.
Postanowienia przednoworoczne.




Christina Aguilera - Hello

wtorek, 1 grudnia 2009



Moje ukochane perfumy.
Dodają mi trochę odwagi. Odrobinę.
Chciałabym być lepsza. Najlepsza. Wiem, że się nie da. po prostu chcę robić coś.. najlepiej. Mam kompleksy, cholera, głęboko zakorzenione. Przy okazji tak durne, że aż mi głupio o nich myśleć, pisać. Chciałabym się ich w końcu pozbyć. Wiem doskonale, co mogłoby mi pomóc. Hm. Wiara innej osoby. Całkowita. Brak komentarzy. Tych negatywnych, niekonstruktywnych.

niedziela, 29 listopada 2009




Siedzę sobie, słucham Jasona. Wkoło bałagan jakby co najmniej huragan przeszedł... Remont. Wczoraj malowałam ściany w korytarzu, przy okazji też cała byłam w białych kropkach ;) Oczywiście kochana rodzinka co chwilę komentowała, że mnie nie poznaje. Nawet mi zdjęcia z wałkiem robili, żeby uwiecznić "podniosłą chwilę". Czy oni są troszkę walnięci, czy mi się tak tylko wydaje? A co się dopiero działo, jak przyszły do mnie koleżanki, a ja powiedziałam, że za tydzień się spotkamy.. Same ochy, achy i niedowierzanie.
Ja się muszę wyprowadzić, bo oszaleje, krótko mówiąc.
Nie tylko z tego powodu.
Również z wielu innych, o których bardzo chętnie bym się wypowiedziała..ale nie, nie. Zostawię to na tę chwilę dla siebie.

Krótko mówiąc..chcę już mieć 18 lat.Chcę Poznań. Może sobie nie dam rady, ale będę próbować.
Jeszcze tylko trzy lata. Góra cztery. I będzie idealnie.

piątek, 27 listopada 2009








say it

wygrałam konkurs! boże. nie wygrywałam żadnych od.. uhuhu. ten z niemieckiego się nie liczy, bo tylko cudem to się udało ;) jestem z siebie dumna. niektóre pytania były takie same jakie miałyśmy na testach z poprzednich lat,ale niektóre zupełnie zupełnie inne i przede wszystkim o czym innym. no, ale wystarczy już. nacieszyłam się jak dziecko, zostałam nawet uściskana przez naszą cudną panią dyrektor (!). jest topsz wszystko.
noooo, prawie. powiedzmy że większość rzeczy.
tfu tfu.
bo znowu się schrzani.


idę odpoczywać, spać, pić kawę, idę nie wyprawiać cholernych andrzejek.
see ya.

niedziela, 22 listopada 2009

new moon

się było w kinie, się widziało New Moon. 746787686457 razy lepszy od Zmierzchu. szczególnie, jak jeden film po drugim leci, nieziemska różnica. zaczynając od ogólnego nakręcenia, poprzez efekty, kończąc na grze aktorskiej. no i Edzio jednak mi się bardzo podoba. jakie to pospolite..
maraton zakończony Underworldem, który mimo wszystko nadal lubię. nie wliczając krwi, wymiotowania pierożkami i sceny erotycznej..to jest świetny. i tak połowa kina wyszła po Moonie, druga połowa pozasypiała. ja nie. jestem z siebie dumna. chociaż czułam że zaraz uderzę czołem o ziemię, to trzymałam się dzielnie.

po wszystkim, spacer z kurkową. godzina: przed siódmą. miałam lekką schizę, że zaraz ktoś wyskoczy i nas zgwałci, jednak doszłyśmy do domu w jednym kawałku. ogólnie weekend spędzony w moim cudnym towarzystwie (plus Duduś/Kurek, niedobry pies). niektórych musiały mooocno szczypać uszy...



teraz rozpieprz w domu. remont. nic nie mogę znaleźć. wszędzie syf. mimo wszystko cieszę się jak dziecko. NIE MA SZAFY! HURRRA!!

zdjecia pododaję kiedy indziej :) niedługo będą nowe, mam nadzieję.
see ya.

czwartek, 19 listopada 2009

fajowo

Jest fajnie.

Angielski chyba mnie lubi. Bo ja go również.
Niemiecki mnie nie lubi, bo ja za nim nie przepadam.
Biologia mnie lubi, a ja jej nie.

Fajnie to słowo wytrych. Ale jest fajne.




Jutro będę sześć godzin w kinie. Trzy filmy.
To też fajne.
Będę żreć kanapki.









środa, 18 listopada 2009

lovely

Wiesz, ja chyba wypisałam się na dobre z naszej bliskiej znajomości. Została sama znajomość. Szkoła to teraz nasz jedyny wspólny świat. Przykro mi, że tak się to potoczyło. Jednak to nie ode mnie zależało. A najgorsze jest to...że nam oby już nie zależy. Na niczym. Nawet na jednym prostym zagadnieniu "Możemy porozmawiać?". Ja chciałam, bardzo długo czekałam. Ale przestałam. Przestałam czekać na cud.
I tak tego nie przeczytasz. To nic. Może zdobędę się w końcu na wygarnięcie wszystkiego co mi zalega na sercu. A może nie. Może nie ma to już sensu..?



Znalazłam w "Żabie" przecudowny tekst. Czuję, jakby był on specjalnie dla mnie.

"Nic nie jest na próżno. Może mylimy się co do celów, może nie to widzimy, co ważne. Może boimy się, uciekamy i popełniamy błędy.Może się szarpiemy, nie wierzymy w siebie, wyrządzamy krzywdy. Ale przecież, z najgłębszej głębi naszych serc, płyną do nas niewidzialne znaki, coś nas kieruje ku dobrym pragnieniom a one przygotowują przyszłość. Wystarczy tylko mieć dobrą wolę - i nagle już się umie pokonać to, co było przerażające, dźwignąć ciężary, które zdawały się zbyt wielkie, naprawić błędy i krzywdy. Może nie to się w końcu liczy, że błądziliśmy, tylko - czy i jak ostatecznie zdołaliśmy to naprawić".

I dziwią się, że uwielbiam Musierowicz.





Kocham Słońce.

niedziela, 15 listopada 2009

stronger

Dzisiaj porozmawiałam sobie z Bogiem!
Tak...
Jestem dziwadłem. Ale rozmawiałam. A On mi odpowiedział słońcem. Za co mu straszliwie dziękuję.
Chciałabym, żeby załatwił mi też trochę cierpliwości do ludzi. I trochę wiary w siebie. Ale to kiedy indziej. A może czeka na to, żebym ja sama to zrobiła? Może sam nie ma tyle cierpliwości do mnie? Nie dziwiłabym się, ja sama do siebie nie mam cierpliwości. Dzisiaj byłam tylko z siebie dumna, bo widziałam dobre rzeczy. Kolory, światło, dobre słowa... Nareszcie. Nie siedziałam w domu. Wyszłam, uśmiechałam się do przypadkowych ludzi...
Oczywiście niektórzy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale dzisiaj się tym nie przejmowałam. Szłam sobie sama z Jasonem, jak zwykle, na uszach i jakoś tak.. trochę odżyłam.

Dziękuję.



A teraz na słodki deser, słodkie Maleństwo:

poniedziałek, 2 listopada 2009

fuxk


jestem. żyję. jeszcze oddycham. tyle, że nic nie czuję. może trochę złość na idiotów z plusa. ale to minie. jeszcze parę dni i się doigrają. będę miała co chcę. boję się trochę, że moja nowa natura roślinki emocjonalnej podniszczy moje życie. jednak szczerze powiedziawszy, na razie żyje mi się łatwiej jakoś. spokojniej. nie czuję złości na nikogo. szczerze mówiąc to nie czuję nawet samotności, jak to zwykle bywa. a jak coś tam poczuję, to samotność zapełnię muzyką i marzeniami o lepszym jutrze. podoba mi się to. zachwycam się kolorami świata. zachwycam się deszczem. zachwycam się wszystkim.
żyję. dla siebie.

czwartek, 29 października 2009

lazy

jest taki czas, że człowiekowi się nic nie chce. ma tyle do zrobienia, ale po prostu dopada go cholerny leń i olewa wszystko, zupełnie. podświadomie okropnie się denerwuje, ale woli spać bądź siedzieć na tyłeczku przed komputerem (zło wcielone) z kubkiem gorącej kawy, ewentualnie herbaty. i rozmawiać, myśleć, rozpaczać nad sobą i swoim losem. oraz charakterem. idiotycznie, taak. jednakże po dłuższym czasie starania się być idealnym, po prostu się ma dosyć. bo się widzi że idealnym zostać nie można. albo po prostu się nie udaje nawet w tym dążeniu. bo ktoś będzie lepszy, ładniejszy, zdolniejszy, BARDZIEJ ZDYSCYPLINOWANY... i wychodzi dupka. duża, blada. nie ma się już ochoty starać. bo i tak nikt nie zauważy szarej jednostki mało zdolnej, mało ładnej, mało mądrej. jednostka się zamyka i czeka na łut szczęścia. i rozpacza.
chociaż przez chwilę, co? mogę pobyć nieidealna? smutna? bez sztucznego usmiechu? proszę, to udawanie to strasznie męczące jest.

popracuję nad sobą, I promise. to tylko chwilka słabości przed komputerem z kubkiem gorącej kawy w dłoni.



Jason Mraz-Bella Luna