Tak...
Jestem dziwadłem. Ale rozmawiałam. A On mi odpowiedział słońcem. Za co mu straszliwie dziękuję.
Chciałabym, żeby załatwił mi też trochę cierpliwości do ludzi. I trochę wiary w siebie. Ale to kiedy indziej. A może czeka na to, żebym ja sama to zrobiła? Może sam nie ma tyle cierpliwości do mnie? Nie dziwiłabym się, ja sama do siebie nie mam cierpliwości. Dzisiaj byłam tylko z siebie dumna, bo widziałam dobre rzeczy. Kolory, światło, dobre słowa... Nareszcie. Nie siedziałam w domu. Wyszłam, uśmiechałam się do przypadkowych ludzi...
Oczywiście niektórzy patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale dzisiaj się tym nie przejmowałam. Szłam sobie sama z Jasonem, jak zwykle, na uszach i jakoś tak.. trochę odżyłam.
Dziękuję.
A teraz na słodki deser, słodkie Maleństwo:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz