się było w kinie, się widziało New Moon. 746787686457 razy lepszy od Zmierzchu. szczególnie, jak jeden film po drugim leci, nieziemska różnica. zaczynając od ogólnego nakręcenia, poprzez efekty, kończąc na grze aktorskiej. no i Edzio jednak mi się bardzo podoba. jakie to pospolite..
maraton zakończony Underworldem, który mimo wszystko nadal lubię. nie wliczając krwi, wymiotowania pierożkami i sceny erotycznej..to jest świetny. i tak połowa kina wyszła po Moonie, druga połowa pozasypiała. ja nie. jestem z siebie dumna. chociaż czułam że zaraz uderzę czołem o ziemię, to trzymałam się dzielnie.
po wszystkim, spacer z kurkową. godzina: przed siódmą. miałam lekką schizę, że zaraz ktoś wyskoczy i nas zgwałci, jednak doszłyśmy do domu w jednym kawałku. ogólnie weekend spędzony w moim cudnym towarzystwie (plus Duduś/Kurek, niedobry pies). niektórych musiały mooocno szczypać uszy...
teraz rozpieprz w domu. remont. nic nie mogę znaleźć. wszędzie syf. mimo wszystko cieszę się jak dziecko. NIE MA SZAFY! HURRRA!!
zdjecia pododaję kiedy indziej :) niedługo będą nowe, mam nadzieję.
see ya.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz