poniedziałek, 31 maja 2010

Zasłuchana w Katie Melua, Harelu i innych Eurowizyjnych artystach, próbuję się uczyć. Ale moje myśli odpływają daleko, daleko...
Może nie aż tak, bo mieszkasz tylko parę ulic dalej.
Wiesz, ja nadal się boję. Ta cała sytuacja jest piękna, ale bardzo niedoskonała. My jesteśmy niedoskonali. Razem i osobno. Jestem dzieciakiem przy Tobie, jeżeli popatrzymy na wiek. Patrząc na zachowanie, mógłbyś być ode mnie tylko o rok starszy.
Nie wiem, czy chcę się w to pakować. To tak cholernie dziwne! Jeszcze miesiąc temu oddałabym wszystko, żeby to się działo. Myślałam o Tobie przez cały cholerny rok, zastanawiając się co możesz robić, co ja zrobię jak Cię zobaczę... A teraz? Nie jestem pewna, wycofuję się. Boję się. Może nie samych nowych doświadczeń, co bardziej konsekwencji.
Dodatkowo, jak myślałam o Tobie przez ten cały czas, wyrobiłam sobie w głowie Twój idealny obraz. Teraz poznaję Cię naprawdę. I tyle rzeczy mi nie pasuje..tyle chciałabym zmienić.. A przecież tak nie można! Nie można dopasowywać człowieka do ideału wyłącznie dla własnego komfortu. I czystego sumienia. (Chociaż...dobrze by było wiedzieć, czy warto było poświęcać 3/4 własnego mózgu dla jakiejś osoby. Nie powinno to być jednak priorytetem, prawda?)
Teraz dochodzi jeden problem, z którym już zupełnie nie chcę mieć nic wspólnego..
Nie tak to powinno wyglądać. Powinnam wyć wielkimi łzami szczęścia, chodzić jak zaczarowana, każdą minutę poświęcać Tobie.

Dobijają mnie moje własne spełnione marzenia!
Żesz fucking shit!

sobota, 29 maja 2010


Jason. Ukradłam z facebooka.


Jak mi źle, robię zdjęcia. 
Najlepszy sposób na ochłonięcie - wyżyć się na własnym aparacie. Wyjść, mieć w poważaniu wszystko i wszystkich na parę godzin, tych magicznych parę godzin spędzonych wyłącznie w towarzystwie magicznego urządzenia.
Trudno jednak się jakkolwiek wyżyć, mając nakaz siedzenia w domu i wychorowania wszystkiego, co złapało się na wycieczce szkolnej.

Także czuję się megaprzeszczęśliwa.

czwartek, 27 maja 2010

Oglądam Eurowizję, smsuję sobie z Nim, piję niezdrowy, pyszny barszczyk z torebki i myślę. Żałuję? Przeszkadza mi to? Nie. To już sama końcówka, sama meta. Poza tym, nie zrobiłam nic złego i nie mam powodu do smutku, tym bardziej nie mam powodu do przeprosin. Bo niby za co?
Wycieczka mimo spiny podobała mi się bardzo :) Demoralizacje, śmiechy, śpiewanie, głupie teksty... Tego mi było trzeba.




























Potykam się co krok
Czasami gubię sens
Lecz idę drogą swą, wiem dobrze gdzie to jest

niedziela, 23 maja 2010






Biała noc, a po niej

Pod powiekami piasek mam

I zmęczone usta
Nowy dzień pożegnać chcą
Lecz w tej mgle, ten kolor
Ten kształt nad tą wodą

Zabrania nam zmrużyć oczy
Zabrania pójść do kraju snów
Czerwony kwiat, okrągły kwiat
Każe śpiewać, tańczyć nam
Czerwony kwiat, okrągły kwiat
Każe śpiewać, tańczyć nam

sobota, 22 maja 2010



upadniemy razem tak, jak jeszcze nigdy nisko!

Jak tylko słyszę Twój głos, uśmiecham się do siebie jak idiotka.
mów mi dobrze, dobrze mi mów..

piątek, 21 maja 2010

Wiem, jestem dziwna. Gówno prawda z końcem poprzedniej notki, przynajmniej na razie.
Cholera, stęskniłam się za nim. Dziko.

Na Juwenaliach było nieziemsko. Zdarłam sobie gardło, wyśmiałam, powkurzałam na pewnych kretynów, nabiłam sobie siniaków...potem jeszcze wracając dyskutowałyśmy z dziewczynami i śpiewałyśmy 'juwenaliowy song' bez przerwy. M. się denerwowała że jej mama nas "wyczuje" ale - cud! Nic złego nie mówiła!

A teraz mam dobry humor. Bo tak!




esy floresy
fantasmagorie
niewiele tu po mnie

poniedziałek, 17 maja 2010

Mam dzisiaj very bad hair day.
W mojej mądrej gazecie napisali, co trzeba zrobić w taki dzień.Uwaga. Zrób sobie drzemkę najlepiej z kotem lub psem w łóżku. Poddaj się i po prostu zwiąż włosy w kucyk. Pocałuj kogoś (ekstrapunkty jeśli on ma więcej niż 83 lub mniej niż 3 lata). Natychmiast zrezygnuj z tej dziwacznej diety (ona rujnuje twój dzień. I twój metabolizm). Najbardziej podoba mi się ta rada: Wejdź do szafy. Zamknij drzwi. Krzyknij. Poczuj się głupio, że krzyczysz w szafie. Krzyknij jeszcze raz.
Jednak czy mogę wierzyć mojej mądrej gazecie, która usiłowała mi ostatnio powiedzieć, że zaścielone łózko, pod którym kryje się skołtunione prześcieradło i zwinięta pidżama, świadczy o ukrytej "niegrzecznej" stronie? To twoja sekretna psyche, niebezpieczne miejsce, w które boisz się zapuszczać.
Co jak co, ale ten burdel świadczy wyłącznie o tym że jestem strasznym leniem, a rano po prostu nie mam siły walczyć z nieposłusznym materiałem.
Oprócz włosów parę innych rzeczy mi się nie układa. W domu znowu zaczynamy wyścig szczurów. Wszystko wszystkich denerwuje, wszystko jest źle, nawet cholerne pieniądze stanęły się w tym momencie punktem zapalnym. Na juwenalia pójść nie mogę bo przecież kręci się tam mnóstwo bydła, zaraz mnie ktoś obrabuje, zabije albo w krzaki zaciągnie. Jak mnie to denerwuje! Wszyscy cholera mogą tylko nie ja! JAK ZWYKLE.
Co dalej? Zapieprz w szkole, ostatni tydzień spiny, wielkie nerwy. Dużo za dużo. Wszystkim się zapaliły podeszwy, mi akurat tyłek.
Teraz najważniejsze. Chyba zostałam olana. Przejrzał na oczy, znudziłam się? Szybko, dwa tygodnie minęły. Cóż, szkoda, bo lubiłam być cukiereczkiem. Tyle że róża nadal stoi, od tygodnia. Wyrzucę?
Siebie chyba, na śmietnik. Śmietnik głupich idiotek, które wszystko zawsze schrzanią.

Fuck it.

środa, 12 maja 2010

Wszystko zawsze zepsuję. Jeszcze się dobrze nie zaczęło, a ma się już kończyć? Cholera. Przecież facetom nie można pisać takich rzeczy. Teraz czuję się źle, cholernie źle. Pójdę na podwórko, spalę swoje myśli..ale Ty nadal będziesz tam siedzieć a ja przez następne dni będę miała te dziwne uczucie, że emocje opadają. Nie mi, Tobie. Nie chcę tego..

niedziela, 9 maja 2010

Candy.





 gdy możesz przestać - nie chcesz, gdy chcesz - już nie możesz.





czwartek, 6 maja 2010


Motyle już tak mi w tym żołądku latają, że niedługo spróbują się uwolnić. Mimo tych wszystkich dziwnych moich uczuć, czuję się jakoś.. dobrze, miło, komfortowo? Boję się, bardzo wielu rzeczy, chociaż po wczoraj jakoś mniej. Przeważa te milsze uczucie. Co do Niego, co do całej sytuacji.
Szczerze. Pierwszy raz coś takiego się dzieje w moim życiu i pojęcia nie mam jak sobie z tym dam radę sama. Po pierwsze nie chcę stracić głowy, tego boję się najbardziej. Nie chcę poświęcić wszystkiego. Nie chcę olać rodziny, domu, przyjaciół, szkoły...Coś mi się widzi, że to się i tak nie stanie, ale po prostu się boję. To zupełna nowość. I to jeszcze .. jakby to powiedzieć, niespotykana. Czytasz książki, myślisz że wiesz wszystko, że każda historia miłosna jest ci znana, a tu nagle przychodzi człowiek, sru i po tobie. Nie wiesz, czy się chować, czy co robić? Bo ja nie mogę normalnie, jak w tych wszystkich opowieściach. "Poznali się chodząc razem do klasy/na wyjeździe/wymyśl coś podobnego, pogadali, pochodzili, zakochali się na amen". Nie, ja muszę "Zobaczyła go w kawiarni, on ją, potem jego już nie było, ona rok czekała, nagle się pojawił, okazał się starszy o parę lat, ale co tam, oboje wpadli po uszy, od razu i nagle".
Na razie jestem obsypywana komplementami. No tu narzekać nie będę bo to po pierwsze urocze, po drugie okropnie miłe. Co prawda, trochę mi głupio. Bo jak to, JA? Taka szara mysz, zakompleksiona jak rzadko kto, udająca że wszystko ma pod kontrolą i nic jej nie straszne, a naprawdę srająca w gatki przy pierwszej lepszej okazji? Wow. Niesamowite.
Dobra, dam radę. Oczywiście.




W sercu mam mezalians
W rękach widnokręgi
We łbie pożar morza
I tylko ten jeden raz błagam Ciebie
Skok na cud
Czy zdołamy?


poniedziałek, 3 maja 2010














Wczoraj zdarzyło się coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Teraz czekam na odzew. Nie mogę spać. Jeść też nie. I jestem tak szczęśliwa, że to aż nieprzyzwoite...
Ale ćsiii. Zobaczymy jak to się potoczy.





:)