Mam dzisiaj very bad hair day.
W mojej mądrej gazecie napisali, co trzeba zrobić w taki dzień.Uwaga. Zrób sobie drzemkę najlepiej z kotem lub psem w łóżku. Poddaj się i po prostu zwiąż włosy w kucyk. Pocałuj kogoś (ekstrapunkty jeśli on ma więcej niż 83 lub mniej niż 3 lata). Natychmiast zrezygnuj z tej dziwacznej diety (ona rujnuje twój dzień. I twój metabolizm). Najbardziej podoba mi się ta rada: Wejdź do szafy. Zamknij drzwi. Krzyknij. Poczuj się głupio, że krzyczysz w szafie. Krzyknij jeszcze raz.
Jednak czy mogę wierzyć mojej mądrej gazecie, która usiłowała mi ostatnio powiedzieć, że zaścielone łózko, pod którym kryje się skołtunione prześcieradło i zwinięta pidżama, świadczy o ukrytej "niegrzecznej" stronie? To twoja sekretna psyche, niebezpieczne miejsce, w które boisz się zapuszczać.
Co jak co, ale ten burdel świadczy wyłącznie o tym że jestem strasznym leniem, a rano po prostu nie mam siły walczyć z nieposłusznym materiałem.
Oprócz włosów parę innych rzeczy mi się nie układa. W domu znowu zaczynamy wyścig szczurów. Wszystko wszystkich denerwuje, wszystko jest źle, nawet cholerne pieniądze stanęły się w tym momencie punktem zapalnym. Na juwenalia pójść nie mogę bo przecież kręci się tam mnóstwo bydła, zaraz mnie ktoś obrabuje, zabije albo w krzaki zaciągnie. Jak mnie to denerwuje! Wszyscy cholera mogą tylko nie ja! JAK ZWYKLE.
Co dalej? Zapieprz w szkole, ostatni tydzień spiny, wielkie nerwy. Dużo za dużo. Wszystkim się zapaliły podeszwy, mi akurat tyłek.
Teraz najważniejsze. Chyba zostałam olana. Przejrzał na oczy, znudziłam się? Szybko, dwa tygodnie minęły. Cóż, szkoda, bo lubiłam być cukiereczkiem. Tyle że róża nadal stoi, od tygodnia. Wyrzucę?
Siebie chyba, na śmietnik. Śmietnik głupich idiotek, które wszystko zawsze schrzanią.
Fuck it.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz