sobota, 26 czerwca 2010

Nadszedł ten 'wielki dzień' i zaczęły się wakacje. Słońce zaczęło świecić, zrobiło się ciepło i przyjemnie. Na razie jakoś nie mogę uwierzyć w to, że skończyłam gimnazjum. Wydaje mi się, że w poniedziałek pójdę do tej głupiej szkoły, będę z moimi Murzynami spędzać wszystkie przerwy, będziemy gadać o głupotach, śmiać się, dogryzać sobie, obgadywać wszystkich dookoła i wkurzać się na nauczycieli. Nie będzie tego. To cholernie mnie smuci. Mom mówi, że pewnie mam chwilowy stan beznadziejności, w której znajduje się ktoś, kto nigdzie nie przynależy. Też tak sądzę. Ale przede wszystkim... Przyzwyczaiłam się do tych mordek. Ich zwyczajów, zachowań...Dzięki Nim się zmieniłam i chyba na lepsze. Na pewno. Uwierzyłam trochę w siebie, przestałam płakać bez powodu, nauczyłam się być mniej wymagająca i przestałam potrzebować za wszelką cenę mieć przyjaciela we wszystkich. Polubiłam trochę to moje nędzne życie.
Wiąże mi się z Nimi tyle cudownych wspomnień. (Niestety, również z m i t). Nasze nocki, rozmowy, wygłupy, śpiewanie na głos, układy na WF, obgadywanie, pierwsze 'demoralizatorstwo', Castellari, szczere rozmowy na gg, kolonie (obóz!), milardy zdjeć, sesje i tysiące innych rzeczy, które zdarzyły się w ciągu tych 3 lat i zapadną mi na długo w pamięci. Co do tych dwóch osób, muszę dodać "niestety zapadną mi na długo w pamięci".
Ostatnio niestety musiałam się przekonać, że nie byłam ważną osobą w ich życiu, a na nich osobiście mi cholernie zależało. Postąpiły jak dzieci, oskarżając mnie o fałszywość po jednym razie, jednej sytuacji, która im nie pasowała. Sprawiły, że na chwilę przestałam wierzyć w przyjaźń. Zaufałam im. Naprawdę uważałam je za przyjaciółki. Jednak przestałam po tym, gdy sprawiły, że poczułam się jak szmata do podłogi. Okropna. Jak się zabrudzi, szybko można wyrzucić do kosza i zamienić na nową. Czystą. Po wczorajszej rozmowie..na chwilę przeszła mi chęć do życia. Przestraszyłam się tego. Te słowa tak na mnie zadziałały. Jak okropny, zimny, nieprzyjemny prysznic. Wcale nie orzeźwiający. Ja za tą swoją wściekłością, nadal miałam sentyment do niej. 
Naprawdę mi na niej zależało. Miałam nadzieję, że polepszą się nasze stosunki. Przeliczyłam się, oj, jak bardzo.
Okazało się, że chciałaby, żeby to wszystko stało się wcześniej. Wyszło na to, że żałuje każdej naszej rozmowy, każdej naszej minuty spędzonej razem. Ja..nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Najpierw ogarnął mnie szok i niezrozumienie...Później wpadłam w lekką histerię, niestety. A teraz jest we mnie wściekłość. Jeszcze większa niż wcześniej. Najchętniej wymazałabym sobie z pamięci ją i wszystko co z nią związane, bo o czymkolwiek nie pomyślę, chce mi się płakać. Że tak okropnie się to skończyło i że tak mnie potraktowała. Mam ochotę pojechać do jej pieprzonego kołobrzegu i sprać jej twarz. Chcę, żeby przeze mnie się popłakała. Wiem, jestem okropna. Ale ja tylko chcę odpłacić pięknym za nadobne. To naprawdę straszne, że patrząc na nią, nie widzę dawnej najlepszej kumpeli, tylko zimną, fałszywą sukę. Pieprzona osobowość roku. Nie zasłużyła na to miano. Nigdy nic nie robiła, NIGDY. Ja doskonale wiem, komu się należało to wyróżnienie. I to nie tylko ze względu na to, że jest ten ktoś jest dla mnie ważny, ale dlatego, że to TenKtoś zawsze ze wszystkim latał, zawsze wywiązywał się ze wszystkiego i jeszcze TegoKtosia większość nauczycieli lubiła. Oczywiście, wyszło szydło z worka i słabość ś. do blondynek "z dużymi oczami". Bullshit.

Mimo wszystko będę tęsknić za tą dziwna i beznadziejną szkołą. Nawet za panią A. Szczególnie po jej końcowej rozmowie z nami. Bądź co bądź, dzięki niej uczyłam się historii i nawet ją polubiłam.
Najbardziej będę tęsknić za naszym WAG+Mateo. W tym własnie składzie. Przy nich mogłam być sobą, chociaż czasem było mi za siebie wstyd. Z nimi się najbardziej zżyłam i na nich mi najbardziej zależy.. I zależeć będzie.  Ich najbardziej kocham, no... Chyba nawet z wzajemnością.

Nie rycz już, Tygrysie, nie rycz... ciesz się wakacjami w końcu, ciesz.






czwartek, 24 czerwca 2010

Tak, z jednej strony wkurwiają mnie Ci ludzie niesamowicie. Z drugiej strony, staram się na nich nie zwracać uwagi i nie psuć sobie humoru jeszcze bardziej. Sytuacja, delikatnie mówiąc, do dupy jest. Rzadko zdarza mi się mówić, że nienawidzę kogoś. Tak z całego serca. Nigdy mi się nie zdarzyło, patrząc na byłą najlepszą kumpelę, widzieć w niej zimną sukę. Tak, bo tak to wygląda, no bardzo mi przykro.
Cholernie zawiodłam się na tych wszystkich ludziach. Zabrali mi trochę wiary w przyjaźń i inne związki międzyludzkie. Zabrali mi wiarę w człowieka. Niedawno postanowiłam sobie, że będę dawać kredyt zaufania. Dałam.
Wyczerpaliście wszystko i zasuwacie na debecie.
Foock 'em.



Na szczęście mam jeszcze parę osób, na których zależy mi dużo mocniej niż na tamtych. Mogę z nimi być bardzo nieidealną Asią. I niech tak zostanie.






















<3





A na koniec-mistrz Kermit.



sobota, 19 czerwca 2010

Ok. Zmieniło się i cofam to, co pisałam.
BYŁO w porządku.

Otacza mnie ciągłe wkurwienie na świat i na moją osobę. Tak, świetnie jest wrócić do domu, pochwalić się wysoką średnią i zobaczyć, że gówno to wszystkich obchodzi. Spowodować jedynie kłótnię. Ja bardzo przepraszam, ale najpierw się człowieku mówi o co chodzi,a potem się kłóci o mnie z moją mamą. Jakbym wiedziała o co chodzi, nie byłoby tego wszystkiego. Jesteś straszny. Wymagasz od nas, a z siebie dajesz jak ci przyjdzie na to ochota. My mamy się zawsze starać i przy tym być zawsze uśmiechnięte, cudowne, mamy nie narzekać na cholerny dom, który nam nie pasuje (tobie z resztą też nie więc WTF?). Naprawdę chętnie bym cie nagrała i puściła twoje zawsze sprzeczne oskarżenia. Ok, rano zostawiłam burdel w pokoju. Przyszedłeś po pracy, było już ok. Więc o co chodzi? Zamiast od razu powiedzieć "słuchaj, przeszkadzają mi te rozwalone ciuchy", ty musisz puszczać focha, kłócić się a potem jak ja powiem coś mamie, która oczywiście zaraz się ciebie zapyta co się stało, lecisz do mnie z pytaniem "masz coś do mnie?" ! Mam dosyć tego pieprzonego obrażania się! W szkole, w domu, co jeszcze?!

Dziękuję wam bardzo za spowodowanie u mnie ciągłego płaczu. Już tak dobrze się trzymałam. Kiedyś płacz był u mnie nagminny, zaczęłam się starać z tym skończyć. Udało mi się. A teraz? Oczywiście, wszystko na raz niech mi się zrypie, będę w siódmym niebie, zaczynając te wakacje z zapuchniętą twarzą.







It's good to hear you, Jason.

piątek, 18 czerwca 2010

Teraz ta sytuacja coraz bardziej mnie irytuje. Niedługo mi przejdzie, na razie tylko mam ochotę ci wybuchnąć złością w twarz, powiedzieć ci jak cholernie mnie denerwujesz, wypomnieć ci wszystkie twoje idiotyczne zagrywki i wieczne zgrywanie świętej.
Wiesz, jeżeli oczekujesz ode mnie przeprosin, wypadałoby mi powiedzieć ZA CO mam cie przepraszać.

Generalnie nie jest mi źle, serio. Cieszę się, że mam parę osób, na których mogę polegać, których nie chcę opuszczać, naprawdę nie chcę. Jest..w porządku ze mną.
Tylko mam dosyć tych fochów. Wiecznych, wszystkich, o wszystko.

Pociesza mnie ta myśl, że nie muszę już robić nic, co związane jest ze szkołą, prócz chodzenia na próby. Mogę przyjść do domu, przeczytać raz jeszcze mój wiersz i zająć się sobą.
Szkoda, że ten weekend będzie taki brzydki, chętnie bym zabrała te moje ryjki na działkę, żeby się zmurzyniły. Tym bardziej szkoda, że to ostatni taki weekend.








With a thousand lies
And a good disguise
Hit ‘em right between the eyes
Hit ‘em right between the eyes
When you walk away
Nothing more to say
See the lightning in your eyes
See ‘em running for their lives

czwartek, 17 czerwca 2010

Czuję się jak małe dziecko, zagubione pośród tłumu ludzi. Tłum się miesza, jest głośny, ludzie się złoszczą, cieszą, rozmawiają. Sami dla siebie.
A ja stoję pośrodku tego tłumu i czekam na kogoś, kto pomoże mi się stamtąd wydostać. Kto mnie osłoni przed całym światem i wytłumaczy, że ten tłum to część mojego życia a ja zawsze będę jego częścią. Zniszczy we mnie ten strach.

Kochana M. Możesz być szczęśliwa. Jesteś jedną z bardzo niewielu osób, przez które płakałam przez ostatnie pół roku.
Gratuluję osiągnięcia.

środa, 16 czerwca 2010

Wiesz, co najbardziej mnie boli? Że pozbyłaś się mnie jak niepotrzebnego balastu i traktujesz mnie tak,
 jakbym nigdy nie istniała. A przecież spędziłyśmy razem prawie trzy lata, zawsze razem, tam gdzie ja, byłaś
 ty. Razem się śmiałyśmy z naszych spraw, które tak naprawdę były zupełnie niezrozumiałe dla innych.
 Uwielbiałam to. Wieczne śmiechy z pana Ś, porównywanie go do Britnej a później śmiech na same słowa
"Britney Spears". "Rudy, rudy, rudy, rudy rydz". "Pretty Fly" i nasz mega taniec. "Katy Perry-I kissed a Girl"
(przy czym nadal mam te wideo na telefonie. miało mi poprawiać humor). W czasie mojego idiotycznego
zauroczenia pisanie wszędzie HOT i ŻÓŁTY. Nasze twórcze obrazki w moim różowym zeszycie. Malowanie
 wzorków w zeszycie na KAŻDEJ religii. "Działkens, działkens" z sudoku, basenem, opalaniem się z muzyką
 w uszach. Miliardy idiotycznych zdjęć i wiele udanych, pięknych i twórczych. "Kolonia...oj sorry, OBÓZ, bo
 na kolonie to jeżdżą małe dzieci" z NorSuką, bitwą o krem, Czalakaką, zrzucaniem gaci Radzisławowi,
 Bajmem, gapieniem się w chmury i chęcią rzucenia się w nie, śpiewaniem 'do you wanna fuck' na dwa głosy,
 spaghettis, "wszystko, co z lidla, jest najlepsze" i miliard innych rzeczy.
Co prawda, już od dłuższego czasu było między nami gorzej niż w pierwszej klasie, ale oby dwie
 wiedziałyśmy, że jak coś, możemy pogadać, pośmiać się, posiedzieć razem. Ja mówiłam wszystkie moje
 sercowe problemy tobie,  ty mi mówiłaś swoje. Wszystkie. Przecież jeszcze niedawno, kiedy siedziałam u
 taty, zadzwoniłaś do mnie i gadałyśmy non stop przez ponad 20 minut, kiedy wracałaś do domu ze spaceru z
 K. Czułam się wtedy taka..ważna. Że to do mnie zadzwoniłaś i to mi opowiedziałaś wszystko, co on tobie
 mówił, co robiliście.. Poza tym, gadałyśmy o pierdołach. Że przechodzisz przez pasy, że jakaś dziewczyna
 się na ciebie krzywo patrzyła, że właśnie ładnie zaświeciło słońce. To było bardzo przyjemne 20 minut. A na
 Juwenaliach? Śpiewałyśmy razem "Lubię mówić z tobą" i inne nasze Akuratowe piosenki, skakałyśmy,
 wkurzałyśmy się na łysego idiotę, robiłyśmy  za gwiazdy we fleszach paparazzi. Koncert Strachów?
Szaleństwo, zabawa, mnóstwo śmiechu, śpiewania razem, potem autografy, zdjęcia, śpiewanie w
samochodzie w czasie powrotu...
Teraz widzę, że to dla ciebie nic nie znaczyło, skoro nagle przestałaś mnie widzieć i rozmawiać ze mną. Brakuje mi tamtych naszych szaleństw. Naprawdę. Ciebie mi brakuje, ale takiej wyluzowanej, śmiesznej i prawdziwej. Boli mnie to, że nic nie mówisz, nie śmiejesz się już do mnie i ze mną, że zrobiłaś ze mnie nieważną, małą, wredną istotkę a z siebie panią idealną, która "jest bezkonfliktowa". Już nie ma "ja i Martyna to zrobimy". Nie będzie.
W sumie to bardzo dobrze, że masz umysł ścisły. Nie trafimy do tej samej klasy, choć moooże się zdarzyć
 tak, że trafimy razem do tej jednej wymarzonej szkoły (choć wątpię). Powiesz mi wtedy "cześć"? Czy
 będziesz nadal udawać, że nie istnieję? A może zrobisz to wcześniej? A może ja nie wytrzymam i coś
powiem? Nie wiem, na razie za bardzo mnie boli twoje zachowanie. Możliwe, że w końcu zwycięży irytacja i
 zakończę tę farsę. Zobaczymy.




I want to heal
I want to feel
Like I'm close to something real
I want to find something i've wanted all along
Somewhere I belong 

piątek, 11 czerwca 2010




"Weekend. Czas się zeszmacić."
Tak mi Bydle poradziło. 
Więc może nie spędzę tego weekendu z dwoma Sierotami (chyba że jutro stanie się cud i będzie cud pogoda), ale zeszmacić mogę się również we własnym towarzystwie.
Także zacznijmy.

czwartek, 10 czerwca 2010

Było dobrze, jak się nie odzywałeś. Ale teraz obudziłeś moje poczucie winy, a ono będzie jeszcze większe, jak w końcu z Tobą porozmawiam i powiem Ci to wszystko, co leży mi na sercu. Wolałabym, żebyś mi powiedział to "dobra, to spierdalaj" niż żebym widziała żal. Albo co gorsza smutek. Nie wiem nic, boję się jak cholera...

W końcu stawię temu czoła, ale na razie sram w gacie.

Boże, czy to zawsze musi być takie popieprzone...?



środa, 9 czerwca 2010

Przeboleję to, że mam tę piątkę bo przecież płakać nie będę. Ale po pierwsze: pani mi szóstkę już obiecała i zachowała się CHOLERNIE niesprawiedliwie, wstawiając mi ocenę niżej. I uważając że kłamię. I nie pozwalając mi poprawić. To boli. A po drugie zachowała się jeszcze bardziej niesprawiedliwie, wstawiając szóstkę swojej kochanej pupilce, którą naprowadziła na trop i pomagała jej. Żesz cholera jasna, naprowadziła mnie i już wiedziałam o co chodzi, ale nie, oczywiście "przykro mi ale będzie pięć".
Jak się poczułam? Jak idiotka. Jak zero. Totalne.
A kłócić się nie chciałam, bo przewrażliwiona pani A. jeszcze obniżyłaby mi ocenę.

Na dodatek mam przed sobą poważną rozmowę, która nastroju mi nie poprawia.

Samoocena sięgnęła pod samo dno.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.
żeby się udało.

żeby się udało.

piątek, 4 czerwca 2010


Effy&Cook<3



Sama nie wiem, co robię. Wydaję wszystkie swoje pieniądze w 5 minut, zatruwam się SAMA w domu, SAMA wypijam mamie całe piwo, zamiast się uczyć-siedzę i oglądam SAMA dziwne filmy.
A, pieprzę to. 



Pan Paweł wyremontował poddasze!

czwartek, 3 czerwca 2010



Tyle bym dała, żeby być idealną. Kiedyś dojdę do tego stanu, chociaż w 50%. Mam wiele pięknych motywacji.
W mądrej gazecie znalazłam dobry program na ten pozostały miesiąc do wakacji. Zrealizuję go i pokażę przede wszystkim sobie, a poza wszystkim innym, że umiem doprowadzić coś do końca i że potrafię się zawziąć.
I wasted years, I wasted time trying to reach the stars My life has been oh lame, has been oh lame so far So give me time and give me strength, give me strength to carry on Give me bit of hope now, help me through the night