Było dobrze, jak się nie odzywałeś. Ale teraz obudziłeś moje poczucie winy, a ono będzie jeszcze większe, jak w końcu z Tobą porozmawiam i powiem Ci to wszystko, co leży mi na sercu. Wolałabym, żebyś mi powiedział to "dobra, to spierdalaj" niż żebym widziała żal. Albo co gorsza smutek. Nie wiem nic, boję się jak cholera...
W końcu stawię temu czoła, ale na razie sram w gacie.
Boże, czy to zawsze musi być takie popieprzone...?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz