wtorek, 26 stycznia 2010

zgubiłam się.
potrzebuję..
kogoś. czegoś.

znikam.

czwartek, 21 stycznia 2010

Mieszkam w domu wariatów. I mam tego serdecznie dosyć. Wczoraj wypłakałam wszystko, co mogłam. Teraz czuję się jak uschnieta roślinka. Czuję? Nie, chyba już nie czuję. Usmiechnę się. Powiem że wszystko w porządku. Ale ściska mnie w gardle na samą myśl o tym, że po szkole muszę tu wrócić. Prywatny zakład opieki nad osobą chorą umysłowo. Człowiek niszczy siebie. Niszczy własną córkę, o której kiedyś nawet nie pamiętał, ale jak przyszło co do czego, to "moja kochana córunia" niech się zajmuje biednym, skrzywdzonym ojczulkiem. Który całe życie był w jednym wielkim bagnie. Teraz nie zmądrzeje, jest za bardzo przyzwyczajony do cudownego smaku cholernej wódy. Jego się z tego nie wyciągnie. A my musimy patrzeć na jego obrzydliwą pijacką gebę. Ja musiałam słuchać że jestem nieodpowiedzialna i straszna, że się nim nie zajęłam, nie podałam obiadku.. japierdole. Mam dosyć, dosyć, dosyć...
Zawsze uważałam, że mam szczęście. U mnie w otoczeniu nie było pracoholików, narkomanów, alkoholików. Teraz mam jednego w domu..

Jutro rocznica. Co mi jeszcze bardziej poprawia nastrój.

Jest do dupy.

piątek, 15 stycznia 2010

Siedzę sobie z laptopem na kolanach.
Mama gada z przyjaciółką.
Czuję się jak kiedyś, kiedy mieszkałyśmy same.
Oczywiście bez przerwy się kłócimy o wszytko, co jest baardzo typowe dla tamtych lat.
Jednak.. lubię ten stan.

Coraz bardziej boję się liceum. Jak sobie pomyślę że będzie trzeba naprawdę ZAKUWAĆ a nie udawać, że się uczy i stosować zasadę "trzech Z"...odechciewa mi się w ogóle przechodzić do następnej klasy. Dobra, zostaje w gimnazjum..

Tfu, tfu, odpukać w niemalowane, ale jest mi przyjemnie z niektórymi ludźmi. Dobrze się gada, ciągle sie śmieje i można być w końcu sobą. Generalnie.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Jedenasty dzień Nowego Roku.
A ja zamiast celebrować każdą chwilę, nawet nie czuję że wstąpiliśmy w nową dekadę. Nic z tych rzeczy. Głównie się lenię, dołuję, za dużo myślę, oczywiście nie o tym, o czym powinnam i szlag mi trafił jedno z postanowień. Chociaż ćwiczyć zaczęłam, jeden pozytyw.
Słucham Chillout'u. Przydatna rzecz.
A jutro.. jutro piszę wstępny test z matematyki. Już czuję podświadomie te maksymalne 13 punktów.


Tęsknię. Za wszystkim co było i było dobre.

piątek, 8 stycznia 2010

Dzisiaj jestem taka wkurzona, że lepiej mnie zostawić w spokoju i tylko odsunąć łatwo tłukące się rzeczy ode mnie na odległość jak największą.
Nie wiem, czy to wszyscy ludzie dzisiaj są tacy dziwni, czy to ja jestem dziwna. Raczej to pierwsze, szczerze. Ja już nie wytrzymuje, nie mogę nic zrobić ani powiedzieć po swojemu. Nie mogę inaczej odczuwać. Nie mogę nic. Bo zostanę uznana za straszną, nienawistną dziewuchę, w której się w dupie poprzewracało. Ma prawo mnie ktoś denerwować? Tak. Czy muszę wszystkich kochać? NIE MUSZĘ. I nie, cholera jasna, nie byłam nigdy taka, jak pewna osoba! Nigdy w życiu nie chodziłam po ulicy wrzeszcząc, jakby mnie ze skóry obdzierali, że "mi się kurwa śnieg pierdolony na plecy dostał"!
Co wy, obrońcy? Czy chcecie mnie tylko dzisiaj dobić?
Bo jak tak to wam się udało.

I tak, mam prawo być wściekła.

środa, 6 stycznia 2010

One song glory.


 
 
  
 



 
 

Czy to źle, że chce być tak troszeczkę sobą i chcę być szczęśliwa?
Nie.
I tyle.

Dziękuję.

sobota, 2 stycznia 2010

Sylwester!



 
 





To był najlepszy Sylwester od wielu, wielu lat!
Zrobiłyśmy przez jedną noc tyle dziwnych rzeczy, że trudno policzyć. I pobiłyśmy rekord w upiciu się. Na szczęście szybko nam przeszło i później bawiłyśmy się bez"upojenia". Jednak można się bawić bez alkoholu. ;)