czwartek, 21 stycznia 2010

Mieszkam w domu wariatów. I mam tego serdecznie dosyć. Wczoraj wypłakałam wszystko, co mogłam. Teraz czuję się jak uschnieta roślinka. Czuję? Nie, chyba już nie czuję. Usmiechnę się. Powiem że wszystko w porządku. Ale ściska mnie w gardle na samą myśl o tym, że po szkole muszę tu wrócić. Prywatny zakład opieki nad osobą chorą umysłowo. Człowiek niszczy siebie. Niszczy własną córkę, o której kiedyś nawet nie pamiętał, ale jak przyszło co do czego, to "moja kochana córunia" niech się zajmuje biednym, skrzywdzonym ojczulkiem. Który całe życie był w jednym wielkim bagnie. Teraz nie zmądrzeje, jest za bardzo przyzwyczajony do cudownego smaku cholernej wódy. Jego się z tego nie wyciągnie. A my musimy patrzeć na jego obrzydliwą pijacką gebę. Ja musiałam słuchać że jestem nieodpowiedzialna i straszna, że się nim nie zajęłam, nie podałam obiadku.. japierdole. Mam dosyć, dosyć, dosyć...
Zawsze uważałam, że mam szczęście. U mnie w otoczeniu nie było pracoholików, narkomanów, alkoholików. Teraz mam jednego w domu..

Jutro rocznica. Co mi jeszcze bardziej poprawia nastrój.

Jest do dupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz