uciekam, chowam się, mam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić. stworzyć sobie nowy świat, może nie idealny, ale nie niszczący mnie od środka każdego dnia coraz bardziej i bardziej. do tego świata zabrałabym tych, którzy każdego dnia mimo wszystko dają mi odbrobinę siły, żeby nie zakopać się pod ziemię. zaczęłabym od nowa, ale z lekkim sercem. szczerze mam dosyć swojego narzekania, ale jeszcze bardziej mam dosyć narzekania innych na mnie. już wystarczająco dużo nasłuchałam się o tym, jaka jestem straszna i okropna i jeszcze chwila a uwierzę w to do końca. wiem, nie jestem idealna, nikt nie jest. jednym co prawda bliżej do ideału, wiem, że mi raczej dalej. ale staram się nie poddawać i każdego dnia walczę sama ze sobą, staram się ulepszać. tak więc boli mnie, że tego się nie dostrzega. najlepiej przecież zgnoić kogoś, samym będąc zupełnie nieidealnym, tak łatwiej. można się dowartościować, czyż nie?
upadnę, czy nie, głowę postaram się mieć wysoko.