Mam karę na komputer, ale tylko w domu. Czyli że jak jestem u Taty, to się nie liczy, prawda? ^^
Aktualnie sobie leżę, piszę na laptopie, oglądam DOMO i przepięękne domy, piję jogurcik.. a za oknem słońce. Ach, jak cudownie.. Teraz brakuje mi tylko jednego. Ale to przemilczę.
Święta w Katowicach. Spędzone przy kochanych osobach, z Dziadkami, którzy mimo tego, ze nie jestem ich prawdziwą wnuczką, rozpieszczają mnie na równi z resztą dzieciaków..Dostanę miliard ton czekolady, różnego rodzaju żarcia..jak wrócę do Sz-na, nie zmieszczę się zapewne w drzwi wejściowe mieszkania. Pójdziemy na zakupy, będzie świecić słońce, będę robić miliard zdjęć, szczególnie Mateuszowi jak zwykle. Mojemu już-nie-takiemu-małemu braciszkowi ;) I odpoczniemy od dziadka, należy nam się. Wojtkowi należy się też spędzenie w końcu świąt z rodzicami. Od pięciu lat nie miał na to okazji, a wiadomo...Oni coraz młodsi się nie robią.
Teraz czekają mnie jeszcze straaaaaaaaszne trzy dni. W poniedziałek fizyka, poprawy z niemieckiego, matma i jeszcze do zrobienia angielski mam, we wtorek test z anatomii człowieka z bio, w środę historia... Nie wiem, jak ja to zrobię.
Wiem na razie to, że słonce jest naprawdę cudowne. Przedwczoraj przyszłam ze szkoły do domu taka zmęczona, śpiąca... Usiadłam przy biurku i zaczęłam czytać książkę od bio. Jakoś mi nie wchodziło, to usiadłam na parapecie. Od razu lepiej. Przeczytałam ponad połowę książki i stwierdziłam, że mam dość. Ubrałam się i poszłam do sklepu po musli (które się je na sucho, bo z mlekiem to fuj). Wracając do domu przysiadłam na bunkrze, słońce świeciło mi w twarz a ja siedziałam, jadłam i się delektowałam ciepłem i promieniami słońca na twarzy. Czułam się jak nowonarodzona. Potem poszłam na spacer, za ładnie było, nie mogłam tego zmarnować. Spacer trwał z póltorej godziny, przeszłam duży kawał miasta. Szłam, po prostu szłam. Gdzie mnie nogi i oczy poniosły.
Odżyłam.
I cieszę się szczęściem M. Mimo tego, jaka była i jest. Jakby nie patrzeć-należało jej się to w końcu.
patrzę w okno, słońce jakby do mnie uśmiechnięte
nie myślę teraz o tym, co jest chore, pokrętne
nieźle pierdolnięte życie codzienne
co jutro-to jutro, jest mi teraz obojętne
no bo ja wiem gdzieś tam w środku, że wszystko będzie dobrze
do kogoś to przesłanie przecież musi tam dotrzeć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz