piątek, 4 stycznia 2019

Czas podsumować rok 2018. Myślę, że to już ostatni dzwonek, biorąc pod uwagę, ze za mną już 4 dni nowego, 2019 roku.

2018 był spokojniejszy od poprzedniego. Nie było takich zawirowań i zmian, jak w roku poprzednim. Nie był on jednak nudny, o nie! Był wypełniony radością, wspaniałymi ludźmi, wyjazdami i, jak można zauważyć na zdjęciach, sporymi ilościami pizzy i jedzenia generalnie.
Wyjazd do Egiptu i nurkowanie stanowczo są dla mnie numerem jeden, bo nie tylko zobaczyłam w końcu odległy zakątek świata, ale też odważyłam się na coś, na co myślałam, że nigdy się nie odważę. Dzięki temu mam teraz najlepsze wspomnienia, o jakich mogłam marzyć.
Oprócz tego świętowaliśmy z T pierwszą rocznicę, ślub wspaniałych ludzi, nasze urodziny, komunię (gdzie poznałam rodzinę), wprowadziliśmy się do nowego, pięknego mieszkania, mam za sobą najlepszą sesję jak do tej pory, a Cookie był przez chwilę pociesznym barankiem.
Było oczywiście parę minusów, jednak z każdym oglądanym tu zdjęciem zdaję sobie sprawę, jak bardzo były one nieważne przy takiej ilości plusów.




















































niedziela, 19 listopada 2017

Rok 2017 był rokiem zmian.
Więcej, był rokiem wywrócenia mojego życia do góry nogami. Oderwania się od ściągających mnie w dół myśli, osób, miejsc. Los poprowadził mnie na kompletnie inną ścieżkę, jaką do tej pory szłam.
Zmieniło się wszystko. Większość tych zmian była nagła i kompletnie wytrącała mnie z równowagi w momencie ich nadejścia - oderwanie się od toksycznego związku, nagłe odejście z pracy, to, jak potraktowana zostałam przez tzw. "przyjaciół"... Teraz jednak, gdy patrzę wstecz, myślę, że większość tych sytuacji była - mimo swojego pewnego okrucieństwa - zbawienna.
Teraz jestem w związku, w którym nareszcie nie muszę przejmować się z każdym słowem, czy na pewno kogoś nie urażę. Nie czekam na kolejną kłótnię, do których w pewnym momencie byłam tak przyzwyczajona, że bez nich w pewnym sensie nie czułam żadnych emocji. Oczywiście, sposób w jaki skończyliśmy ze sobą był beznadziejny i mam do tej pory wiele wyrzutów sumienia, ale jednak jestem o niebo bardziej spokojna. I mam nadzieję, że on też.
Miejsce pracy? Potraktowana byłam jak nic niewarty pracownik najniższej rangi, chociaż pracowałam dla byłego szefa przez 3 lata z przerwami. Nie mogłam w to uwierzyć. W to, jaką decyzję podjął i w jaki sposób to zrobił (a może raczej nie zrobił nic, tylko dowiedziałam się o zwolnieniu od kogoś innego). Ale teraz nie mam żalu, nie mam właściwie żadnych uczuć wobec tej karykatury człowieka, żal mi jedynie opuszczenia ludzi, z którymi wiele przepracowałam i z którymi się zżyłam. Szybko znalazłam nową pracę, ciekawą, choć ciężką. I może niedługo z niej będę zmuszona zrezygnować, ale dobrze było wiedzieć, że jest się chcianym i docenionym. Każde doświadczenie w życiu jest ważne.
Jeśli chodzi o koniec znajomości z kiedyś najważniejszymi dla mnie ludźmi... Zostałam potraktowana jak ktoś obcy, takie mam wrażenie. Jak ktoś, kogo chce się pozbyć, bo jest niechciany w towarzystwie i NARESZCIE nadarzyła się okazja do wypuszczenia swojego jadu. W pierwszym momencie, po kilkuminutowym szoku, we mnie zawrzało. Nienawidzę, gdy traktuje się mnie tak niesprawiedliwie. To, jak zostałam potraktowana, nazwana i skreślona było nijak współmierne z tym, co zrobiłam. Teraz myślę, że może tak musiało być. Może będzie mi z tym lepiej, kto wie, im na pewno jest. Czemu więc ja mam się zamartwiać ludźmi, którzy nie potrafią nawet normalnie porozmawiać, tylko muszą napisać esej na mój temat, obrażając mnie? Nie mam siły na tyle toksyn w swoim życiu.
Pod koniec przyszłego miesiąca będę patrzeć na ubiegający rok z lekką nostalgią, ale też spokojem. Będę wiedzieć, że przede mną nowe 365 dni dalszego udoskonalania siebie, pozbywania się złych nawyków i rozwijania relacji, dzięki którym chce się żyć. I będę patrzeć w przód z podniesioną głową.

środa, 7 września 2016

Wieczory są najcięższe.
Siedzę sama w mieszkaniu, na zewnątrz coraz ciszej, chociaż nawet w nocy miasto nie zasypia zupełnie. Siedzę sama i myślę a w głowie nagle pokazują się wspomnienia z tych lat, które razem przeżyliśmy.
Źle mi z tym, że tak to się wszystko potoczyło. Że tak bardzo chciałam z Tobą stworzyć dom, którego obydwoje nie mieliśmy, a ostatecznie zostałam sama w tym mieszkaniu, w którym przeżyliśmy razem z kotem te naprawdę dobre 2 lata i teraz muszę wieczorami zmagać się z tęsknotą i tą pustką.
W ciagu dnia jest dobrze, funkcjonuję w miarę normalnie. Jednak gdy przychodzi noc, wszystko uderza mnie tak bardzo mocno...
Nie wiem, czy tęsknię za Tobą, czy za samą obecnością.
W każdym razie nie jest mi tak dobrze, jak powinno.
I nie podoba mi się to, bo jedyne czego chcę teraz, to być chociaż trochę szczęśliwą i spokojną.

czwartek, 19 maja 2016

Dziś w nocy śniło mi się mieszkanie, w którym mieszkałam kilkanaście lat temu.
Często śni mi się to miejsce, kiedy w życiu realnym potrzebuję ucieczki do spokojnego miejsca.
Tamto mieszkanie było moim azylem wtedy i jest nadal, chociaż w snach. Tam miałam swój ciasny ale własny pokój, tam dorastałam, w tamtych czasach jeszcze mój ojciec był lepszym człowiekiem, a ja nie miałam większych zmartwień niż to, czy koleżanki na podwórku na pewno mnie lubią. Nie było to mieszkanie idealne, było malutkie, niewyremontowane i miało w łazience odbicie ręki na ścianie, które zostawił po sobie schizofreniczny właściciel. A jednak dla mnie idealne było.
Często w snach znowu tam mieszkam z mamą, siedzę sobie w pokoju i zastanawiam się jak to się stało, że jednak udało mi się tam wrócić.
Pokój oczywiście wygląda inaczej, meble są trochę inaczej poustawiane i ciągle myślę o tym, czy na pewno nigdzie nie czai się jakiś pająk, bo przecież tyle czasu mnie tam nie było.
Mimo wszystko czuję spokój.
Tęsknię.
Za tym spokojem, który wtedy był w moim życiu.
Za spokojem, który ogarniał mnie, kiedy otwierałam okno wieczorem i słyszałam grające świerszcze.
Za brakiem miliarda obowiązków, smutków i zmartwień.
Za rodziną, która była blisko mnie i nie traciłam z nią wtedy jeszcze kontaktu.
Za robieniem tego co mi się żywnie podoba w moim własnym pokoiku, słuchania muzyki i tańczenia do niej do utraty tchu.
Za przeszłością.
Niestety, jestem osobą, która żyje przeszłością, czepia się jej i nie może puścić. Przeszłość jest czymś, co daje mi spokój a jednocześnie smuci, bo pokazuje, jak bardzo teraźniejszość jest niespokojna i inna od tamtych beztroskich lat.
Oczywiście, teraz nie wszystko jest złe i moje życie nie potoczyło się w złą stronę. Ale jest życiem pełnym zawirowań, problemów i tęsknoty.
Chciałabym tam wrócić chociaż na chwilę, tak naprawdę. Poczuć się tak spokojnie jeszcze raz, otworzyć to okno wieczorem i posłuchać świerszczy. I odetchnąć.

piątek, 4 września 2015

There comes a time when you have to stop crossing oceans for people who wouldn’t even jump puddles for you.

Yep.