Dziś w nocy śniło mi się mieszkanie, w którym mieszkałam kilkanaście lat temu.
Często śni mi się to miejsce, kiedy w życiu realnym potrzebuję ucieczki do spokojnego miejsca.
Tamto mieszkanie było moim azylem wtedy i jest nadal, chociaż w snach. Tam miałam swój ciasny ale własny pokój, tam dorastałam, w tamtych czasach jeszcze mój ojciec był lepszym człowiekiem, a ja nie miałam większych zmartwień niż to, czy koleżanki na podwórku na pewno mnie lubią. Nie było to mieszkanie idealne, było malutkie, niewyremontowane i miało w łazience odbicie ręki na ścianie, które zostawił po sobie schizofreniczny właściciel. A jednak dla mnie idealne było.
Często w snach znowu tam mieszkam z mamą, siedzę sobie w pokoju i zastanawiam się jak to się stało, że jednak udało mi się tam wrócić.
Pokój oczywiście wygląda inaczej, meble są trochę inaczej poustawiane i ciągle myślę o tym, czy na pewno nigdzie nie czai się jakiś pająk, bo przecież tyle czasu mnie tam nie było.
Mimo wszystko czuję spokój.
Tęsknię.
Za tym spokojem, który wtedy był w moim życiu.
Za spokojem, który ogarniał mnie, kiedy otwierałam okno wieczorem i słyszałam grające świerszcze.
Za brakiem miliarda obowiązków, smutków i zmartwień.
Za rodziną, która była blisko mnie i nie traciłam z nią wtedy jeszcze kontaktu.
Za robieniem tego co mi się żywnie podoba w moim własnym pokoiku, słuchania muzyki i tańczenia do niej do utraty tchu.
Za przeszłością.
Niestety, jestem osobą, która żyje przeszłością, czepia się jej i nie może puścić. Przeszłość jest czymś, co daje mi spokój a jednocześnie smuci, bo pokazuje, jak bardzo teraźniejszość jest niespokojna i inna od tamtych beztroskich lat.
Oczywiście, teraz nie wszystko jest złe i moje życie nie potoczyło się w złą stronę. Ale jest życiem pełnym zawirowań, problemów i tęsknoty.
Chciałabym tam wrócić chociaż na chwilę, tak naprawdę. Poczuć się tak spokojnie jeszcze raz, otworzyć to okno wieczorem i posłuchać świerszczy. I odetchnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz