środa, 10 marca 2010




Bo ja chciałbym móc nie musieć wierzyć
Że kiedyś to dostanę co mi się należy...


Miesza mi się w głowie, było dobrze, jest do dupy, będzie lepiej.. Ja wiem, że będzie. Potrzebuję tylko małego zapewnienia,że całe to gówno się ulotni, ja będę szczęśliwa chociaż przez chwilę tak zupełnie, bez barier, totalnie.
Mam dosyć tego mieszkania i tego życia z ciągłą niepewnością czy dzisiaj będzie dobrze, czy dzisiaj będę znowu wypłakiwać oczy w poduszkę... Mam dosyć płaczu. Czasami uzbrajam się i zakładam maskę na twarz. Jestem wtedy szczęśliwa, twarda jak skała i mam wszystko gdzieś. Ale jak długo można? Nie mam lekkiego życia, chociaż oczywiście nie mówię że jest tragicznie. Ludzie mają gorzej. Po prostu..mogłoby być w końcu w miarę normalnie, żebym nie musiała zawsze o wszystko się bać i wszystkiego mieć dosyć..

wtorek, 9 marca 2010

TAAAK !!! <33333
dziękuję!

tym razem już nie huśtawka. tym razem mi się wszystko nie zwala na głowę, ale też nie ma samych dobrych rzeczy. jest swego rodzaju..harmonia. dwa kroki w przód, dwa kroki w tył i stoję w miejscu. ale nie znaczy to, że się źle z tym czuję, przeciwnie. ważne, że się gdzieś coś rusza prawda? zawsze można też skoczyć. przeskoczyć bariery. w końcu się tak stanie.
nadal jestem tylko zakompleksionym Tygryskiem, ale zaczynam też 'brykać'. podoba mi się to.
dzisiaj rano było mi miło, dziękuję. po południu było mi jeszcze milej, słońce pomogło.
wiatr się ukoił.


poniedziałek, 8 marca 2010

Jest leniwie, jest pięknie,
jest szczęśliwie,
na szczęście.


Kocham słowa, kocham się domyślać,
kocham rozumieć po swojemu,
kocham mieć energię.
Mogę się wściekać,
mogę się obrażać.
Przejdzie mi, nie boję się już.
Jestem sobą dla siebie,
wreszcie.



Jak się spełni to, o czym teraz marzę, będę najszczęśliwsza na świecie!



<333

piątek, 5 marca 2010

 



wiosna, kurde, nie rób z nas idiotów. przyjdź i zostań. tęsknię za krótkimi rękawkami i mam dosyć 50 warstw ubrań. no, postaraj się!


(a ja mam po co się starać?)

poniedziałek, 1 marca 2010

 
  
  


Dzisiaj to było coś, naprawdę.. Idę w deszczu, pod parasolem, słucham sobie muzyki i nagle.. muzyki nie ma. Sprawdzam komórkę, co się stało? Sama odebrała połączenie od koleżanki. Przecież to normalne. No to mówię "halo". Były podłączone słuchawki do telefonu, a ja przez nie nie lubię rozmawiać, więc je odłączyłam. Idę idę i zawiał wiatr. Parasolka wygięta w drugą stronę. Wkurzam się, kończę połączenie, siłuję się z parasolką na środku chodnika - nic. Spadł mi telefon. Spadły rękawiczki przy podnoszeniu telefonu. Telefon cały mokry, więc go wycieram. Mokrym rękawem płaszcza. Parasol się zgiął prawidłowo - hurra! Idę. Na drugiej stronie ulicy: "Rękawiczki!". Więc się wracam po nie. Nie żeby leżały w kałuży, czy coś.Oczywiście że nie. Bo przecież takie rzeczy mi się nie przytrafiają!

Poprawiłam czapkę, wycisnęłam rękawiczki, włożyłam je  i ruszyłam przed siebie. Ze złożoną parasolką.