Dzisiaj to było coś, naprawdę.. Idę w deszczu, pod parasolem, słucham sobie muzyki i nagle.. muzyki nie ma. Sprawdzam komórkę, co się stało? Sama odebrała połączenie od koleżanki. Przecież to normalne. No to mówię "halo". Były podłączone słuchawki do telefonu, a ja przez nie nie lubię rozmawiać, więc je odłączyłam. Idę idę i zawiał wiatr. Parasolka wygięta w drugą stronę. Wkurzam się, kończę połączenie, siłuję się z parasolką na środku chodnika - nic. Spadł mi telefon. Spadły rękawiczki przy podnoszeniu telefonu. Telefon cały mokry, więc go wycieram. Mokrym rękawem płaszcza. Parasol się zgiął prawidłowo - hurra! Idę. Na drugiej stronie ulicy: "Rękawiczki!". Więc się wracam po nie. Nie żeby leżały w kałuży, czy coś.Oczywiście że nie. Bo przecież takie rzeczy mi się nie przytrafiają!
Poprawiłam czapkę, wycisnęłam rękawiczki, włożyłam je i ruszyłam przed siebie. Ze złożoną parasolką.
niby takie zwykłe zdarzenie, a przecież dzięki niemu dzień się nam ubarwia, bo mamy co opowiedzieć, z czego się pośmiać...
OdpowiedzUsuń