niedziela, 27 lutego 2011









Hey man! Love hurts, okay? It chews you up and spits you out, like a big ball of mucus.

sobota, 26 lutego 2011

I see the smile awaiting in the kitchen
Food's cooking and a place there for two
I see the arms that reach out to hold me
In the evening when the day is through












piątek, 25 lutego 2011

czwartek, 24 lutego 2011






Suddenly the moment’s here
I embrace my fears
All that I have been carrying all these years

środa, 23 lutego 2011

wtorek, 22 lutego 2011





dobry dzień, dobry dzieeń! klejąca się pizza, z dodanym1,5 kg mąki okazała się całkiem dobra. oglądanie gejowskiego filmu z komentarzami, jak zwykle, też nam wyszło... stęskniłam się za tym, tejjj :)

poniedziałek, 21 lutego 2011



słońce, leniwy dzień, nowe rzeczy, dobry dzień, dobry weekend, dobre ferie. a maraton Misfitsów podobał mi się przebardzo. dziękuję, E. kocham Cię, wiesz? 
wiesz.



Fearless on my breath
Most faithful mirror

czwartek, 17 lutego 2011

lazy, so lazy






lubię tak, kiedy generalnie nie robię nic, chociaż czuję się głupio, ale i tak mnie kochasz, co nie? dzięki, Mała. czekamy na W, coś jeszcze się zrobi, a na razie czeka mnie kolejny mega leniwy weekend z kolejną ukochaną.
niech ktoś opanuje moje łakomstwo. proszę?

sobota, 12 lutego 2011

love is like a sin my love
for the one that feels it the most
look at her with her eyes like a flame
she will love you like a fly will never love you, again 

piątek, 11 lutego 2011








dzisiaj było jakoś przyjemnie, mimo wszystko, mimo mojego zmęczenia i bólu, dzięki słońcu, tak, między innymi, bo stęskniłam się za nim strasznie. ale też dzięki wszystkim innym małym rzeczom, które sprawiają, że wierzę, że warto, takimi jak smażenie naleśników, które może nie wyglądały pięknie, ale za to były takie dobre... bardzo dobra jest też świadomość kolejnego oddechu od szkoły i od pewnej twarzy która sprawia że nie wiem o co mi tak właściwie chodzi, bo przecież mi przeszło, bo przecież tak było? sama już nie wiem, ale wydaje mi się że było to zupełnie chwilowe. to coś, co dzisiaj mnie poraziło. (tylko już mi się nie śnij, chociaż tyle dla mnie zrób. )
miło jest też niespodziewanie dostać prezent, który od razu jeszcze bardziej poprawia humor.
dziękuję.
dobranoc.

środa, 9 lutego 2011


tak sobie siedzę i patrzę...
jak nic mi nie wychodzi.

znalazłam torbę. wolałabym nie widzieć ceny.

wtorek, 8 lutego 2011


czeka mnie cudowny czas nauki, a jako pomoc będą służyć kawa, nowa koszula w kratę, żeby się trochę na duchu podnieść i jeszcze więcej kawy. nie wierzę, że przeżyłam dzisiejszy dzień, nie żeby reszta tego tygodnia była szczególnie lekka, ale wtorek jest porażką totalną i mógłby zostać wymazany z tygodnia raz na zawsze, tak jak i fizyka, historia oraz poranny niemiecki, którego z całego serca nienawidzę :)
no dobra. rusz się Aśka i ogarniaj materiał.

poniedziałek, 7 lutego 2011


yeah, I do.


nie lubię siebie takiej, ale jakoś mi nie przechodzi. przepraszam.

sobota, 5 lutego 2011






siedzę, bezmyślnie patrząc się w ekran, zastanawiając się czy warto. kiedy zależy ci za bardzo na ludziach, oni i tak tego nie docenią, to przecież logiczne, bo każdy patrzy na czubek własnego nosa. teraz widzę wyraźnie, że i ja tak powinnam, bo patrzenie się na innych jeszcze nie przyniosło mi trwałych korzyści, więc po co się męczyć. a męczę się, jak cholera, znowu zaczęły się problemy, a ja czuję się jak w klatce, zaczynam się dusić, nie tak miało być. boję się już cokolwiek powiedzieć, bo znowu powoduję falę wyrzutów, chciałabym wyjść, trzasnąć drzwiami i nigdy nie wrócić. z utęsknieniem wyczekuję wiosny, w świetle słońca wszystko wydaje się prostsze.

piątek, 4 lutego 2011

+ siedzę, myślę, siedzę, nie wiem co ze sobą robić, włączam misfitsy po raz 500 i oglądam, oglądam, oglądam...ale zaraz znowu myślę, więc do kogoś piszę, ktoś mnie olewa, dziołchy zajęte sobą to im przeszkadzać nie będę. słucham muzyki, próbuję coś ze sobą zrobić, najchętniej wyszłabym na dwór, ale przecież minął już miesiąc i nie zmarnuję tego. 21:21, ktoś o mnie myśli? chyba wątpię.

Jason, ratuj.
 



Her morning elegance she wears
The sound of water makes her dream
Awoken by a cloud of steam 





-I freaking hate you sometimes.
-Get into queue, sunshine. I hate me all the time.

czwartek, 3 lutego 2011

who's that chick?






Natchnione zdjęcia, takie lubię najbardziej a jeszcze bardziej lubię takie dni, w których w sumie nic nie robię, a jeszcze dostaję za to nagrodę. Zepsuta dziewczyna. Szukam ubrań na pozostałość tej zimy i na wiosnę, chodzi mi po głowie miliard zestawów, ale nie mogę ich spełnić bo NIE MAM Z CZEGO. Torby też chcę. Przecież mówię, że jestem zepsuta, tak?
Nadchodzący tydzień mnie przeraża, ale najwyżej zrobię z siebie idiotkę, żadna nowość.


Feels so good being bad
There's no way I'm turning back

środa, 2 lutego 2011

Dni wydają mi się przerażająco długie, chociaż tak naprawdę nie nadążam za nimi, patrzę na daty w pamiętniku, przed chwilą był 10 stycznia, to przecież było przed chwilą. Na stole leży nowe Elle, na marzec, nigdy nie zrozumiem dlaczego gazety wydaje się z miesięcznym wyprzedzeniem, ale co ja tam wiem przecież. Trochę tylko wiem, ale w sumie stwierdziłam, że w ogóle nie znam świata i życia, choć tak często mi się wydaje, że pozjadałam wszystkie rozumy. Nie tylko ja tak mam, więc tym się najmniej przejmuję. Przejmuję się innymi rzeczami, jak zwykle bez sensu, jak zwykle za bardzo, paruję już. I kupcie mi brązową torbę, proszę, bo mi się dzisiaj śniła.





 
it's an addiction such an eruption

wtorek, 1 lutego 2011


Znowu patrzę na zeszyty i odwracam wzrok. Ale trzeba ruszyć tyłek, chociaż tak strasznie się nie chce, bo się będzie później pluć w brodę. No to do roboty.