sobota, 17 lipca 2010

Po wczorajszej pracy byłam wyczerpana, ale szczęśliwa. Zadowolona. Tak własnie myślałam, że czeka mnie kariera sprzątaczki. Muszę powiedzieć, że jestem w tym dobra!
Gdyby ktokolwiek tam wszedł przed sprzątaniem, powiedziałby, że przez pół roku nie mieszkały tam dwie urocze studentki z Norwegii, ale dwóch polskich studentów. Tak, właśnie. Urocze norweszki prawdopodobnie nigdy w życiu nie wzięły do ręki szmatki, szczotki i odkurzacza. Zapewne nie wiedziały nawet, co to jest. Osobiście jestem okropną bałaganiarą, ale do takiego stanu W ŻYCIU bym nie dopuściła mieszkania. Wszędzie  były plamy wszelkiego rodzaju, kurz, brudne patyczki do uszu (!), zacieki...Masakra. Wszystko przebiła jednak lodówka. Tam życie zaczęło tętnić pełną parą, a szczególnie urocze było mięsko. Mięsko miało jakieś dwa tygodnie i leżało sobie radośnie w odłączonej od prądu zamrażarce. Lepiej nie wyobrażać sobie tego cudownego zapachu.
Mimo wszystko, udało nam się doprowadzić do ładu ten przybytek, który okazał się prześlicznym, wypasionym mieszkaniem. Mam nadzieję, że następni najemcy będą wiedzieli, do czego służy mop i wiadro. Albo chociaż kosz na śmieci.
Tak czy inaczej, wzbogaciłam się i nie mam zamiaru wydawać tak ciężko zarobionej kasy. Ciekawe uczucie.

Ok. Próba charakteru. Jeszcze pół godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz