To były najlepsze święta. Naprawdę. Pierwszy raz AŻ TAK nie chciało mi się wyjeżdżać i tu wrócić, chociaż źle mi się spało i źle się czułam z powodu przeziębienia. Tak dobrze mi się tam odpoczywało, wydurniało z Mateuszem, robiło zdjęcia Andzi i innym, pożerało nieziemskie ilości jedzenia i czekolady...Było mi wybitnie dobrze. Poza tym, bosko jest mieć takiego brata, jakiego ja mam, przy którym można pobyć i starszą siostrą i małym dzieckiem.
Rodzinnym rozbrajaczem była Andzia, mała słodka półtoraroczna istotka. Tak cichego i inteligentnego dziecka jeszcze nie widziałam. Wystarczyło pokazać jej raz jak się coś robi, zaraz to robiła idealnie cały czas. Niech mi ktoś powie, które półtoraroczne dziecko wie który kapeć na jaką nogę się zakłada? No, właśnie.:)
To były na prawdę cudowne święta, cieszę się, że wszystko się udało. Odpoczęłam, przemyślałam parę spraw, przytyłam (oj, i to dużo), dowartościowałam się tam... Było pięknie. :)
No, na to ostatnie powinna być cenzura twarzy.Nie zrobię tego jednak, bo mnie ROZBRAJA to zdjęcie ;D






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz