Jest do dupy.
Po pierwsze: pogoda.
Po drugie: jestem chora.
Po trzecie: dokladnie rok temu wszystyko się zaczęło, chociaż dla mnie najważniejszy będzie i tak 21.
Wszystko się zazębia: pogoda do dupy, dlatego jestem chora, a nie mogę, bo zaczął ten ważny czas. Jak zostanę jutro w domu, żeby się wyleczyć, 21 nie wyjdę z domu bo mi na 100% nie pozwolą ("może już zdrowa jesteś?!") a jak jutro pójdę do szkoły, mogę się rozłożyć zupełnie, także na testy.
Pierwszy raz od paru miesięcy mam wrażenie beznadziejności totalnej. Przy okazji mogę rozpłakać się na zawołanie, co też nie zdarzyło mi się od...już nawet nie pamiętam.
Fuckfuckfuckfuckfuckfuckfuck.
Fuck....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz