niedziela, 22 czerwca 2014

Już dawno postanowiłam przestać żyć przeszłością, starać się patrzeć na siebie teraz, w tym momencie, ewentualnie w niedalekiej przyszłości. 
Ale nie umiem do końca od tej przeszłości uciec. Głównie dlatego, że było mi o niebo łatwiej żyć. Już nawet nie mam na myśli tych czasów najłatwiejszych, siedzenia w domu, czekania na obiad, który Mama zrobi za mnie, czy siedzeniu na przerwach z Lordami, ale o tym magicznym "rok temu". Kiedy już było jasne, że wygodne mieszkanie na garnuszku w domu się skończyło i zaczęliśmy żyć razem z P., w tamtym magicznym mieszkaniu, ja załatwiałam sprawy związane ze studiami i... nie było we mnie strachu. Żadnego. A teraz ten strach jest. Czuję go coraz słabiej, ale on cały czas istnieje i czasem zdarza mu się znów uderzyć z siłą wodospadu. Walczę z nim i za każdym razem widzę, że idzie mi lepiej. Tylko po prostu tak bardzo bym chciała poczuć się, jak dawniej, tak zupełnie spokojnie, bez konieczności walki. Wierzyć w siebie i lepsze jutro. Nie martwić się i wiedzieć, że jak by nie było - będzie dobrze.

Pocieszam się myślą, że wtedy było dobrze, a skończyło się...no cóż. Więc może tym razem zamiana ról?

środa, 18 czerwca 2014

poniedziałek, 2 czerwca 2014


droga pod nogami
krok za krokiem
rok za rokiem

słowa zasłyszane
choć wyraźniej brzmią
znaczą mniej

sobota, 31 maja 2014

Wszystko mnie boli. Od pracy, i to nawet nie takiej, która jest pracą typowo fizyczną. Trzeba jednak dużo stać, biegać, siłować się, myśleć. Myślenie nie do końca mi wychodzi, chociaż staram się jak mogę. Może w końcu wejdzie to w krew? 
Ból, który teraz odczuwam, mimo wszystko jest jakiś taki... pozytywny. Dawno nie używałam tego słowa. Dawno też niczego tak nie postrzegałam. Czuję, że kolejne zajęcie w moim życiu, którego się podjęłam, pomaga odbudować we mnie to wszystko, co niedawno straciłam. Pomaga oderwać się od niepotrzebnych myśli, budować na nowo zaufanie i wiarę w samą siebie. Nie siedzę już cały dzień w mieszkaniu, które samo w sobie mnie zawsze trochę przygnębiało, ale robię COŚ. Coś innego, wywołującego we mnie całkiem pozytywne odczucia. Mam styczność z ciekawymi ludźmi, na których zdążyłam się na jakiś czas zamknąć. Dostaję interesujące komplementy, dotyczące np. poziomu posługiwania się językiem obcym, co w tym momencie jest dla mnie podwójne ważne. Uczę się też nowych rzeczy, które mogą mi się jeszcze przydać.
Czuję, że  ten psychiczny, którego niedawno było we mnie tak dużo, powoli jest zagłuszany przez ból fizyczny.
Niech więc boli ta ręka, noga, mózg. 
Pozwalam.

niedziela, 25 maja 2014

Nie wiedziałam, że efekt jojo dotyczy smutku.
A jednak.