niedziela, 25 lipca 2010

Błogostan totalny.
No, może nie totalny, ale napewno do doskonałości podobny.
Kiedy było słońce, korzystałam z niego ile wlazło. Może nie byłam strzaskana na machoń, ale..czy ja mam na to szansę? Nie ważne. Siedziałam na polu, robiłam mnóstwo słonecznych zdjęć, opychałam się czereśniami, malinami, agrestem...Było mi cudownie. Jestem uzależniona od słońca, co poradzę. Nocą poszłyśmy z Babcią na pole, znowu zajadałyśmy czereśnie i patrzyłyśmy na schowane na górką miasteczko, które było całkowicie oświetlone. Magiczna chwila. Wokół nas ciemność, cisza i spokój, a tam za górką tętniło życie. Pomyślałam sobie wtedy, że do pełni szczęścia brakuje mi tam pewnych osób, które, myślałam, powinny to zobaczyć, poczuć i napchać się ze mną czereśniami. Strasznie mi ich brakuje i nie mogę się doczekać, aż przyjadą do tej wiochy z tramwajami i spędzimy w końcu razem trochę czasu.
Teraz, kiedy nie ma słońca, jest mi trochę gorzej, chociaż nie narzekam. Siedzę w domu z kotami, przy kawce i czytam. Dużo. Zaliczyłam już "Nostalgię Anioła", "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" a dziś skończyłam "Cień wiatru", który dosłownie pochłonęłam. Teraz pochłaniam "Mój pamiętnik potoczny" Olgi Lipińskiej. Zawsze lubiłam jej felietony, w szczególności za ten subtelny żart i wyczuwalną inteligencję.
Chyba się za mocno wymądrzam i odrobinę przeraża mnie mój uczony język. Co poradzić, ostatni tydzień spędziłam z polonistką-bibliotekarką-filolożką. To samo wchodzi.
Dzisiaj kot Felek przybiegł do mnie, kiedy po deszczowym dniu korzystałam ze słońca na polu, zamiauczał, połasił się i położył się w moim cieniu, szarpiąc mnie pazurkami za bluzkę i domagając się uwagi. Głaskałam go ile tylko mogłam a chwile potem mały zasnął. Wróciłam do łapałania słońca, ale czułam obecność tego głupka kochanego za moimi plecami i dobrze mi było. Uwielbiam, kiedy koty SĄ. Kiedy czuję ich milczącą obecność. Czuję się wtedy...ja wiem? Na swój sposób potrzebna. Nawet do podania jedzenia i podrapania za uchem. I spokojna jestem wtedy, i zrelaksowana...Do pełni obrazu Felek zamruczał i wtedy poczułam, że nareszcie wszystko gra.








poniedziałek, 19 lipca 2010

Wyjeżdżam do babci. Skorzystam z tych paru dni słońca na maxa. O tak.

niedziela, 18 lipca 2010

Dzisiejsze imieniny były urocze. W towarzystwie starszych pań wcale nie musi być nudno i smętnie! Wręcz odwrotnie!
A na zdjęciach nasza ogródkowa sesja z Mamą. To zielone, na którym stoję na pierwszym zdjęciu i co wygląda trochę dziwnie i dwuznacznie, to takie do wieszania prania. Jak byłam mała, zawsze się na tym kręciłam. Dzisiaj była powtórka z rozrywki :)













I jeszcze coś do posłuchania. Zakochałam się w tej piosence i teledysku.
Example-Watch the sun come up<3

sobota, 17 lipca 2010

Ulżyło mi, szczerze mówiąc. Nawet bardzo. Podreperowało się troszkę w mojej głowie i bardzo się z tego powodu cieszę. Znowu mam te uczucie pełności.
Po wczorajszej pracy byłam wyczerpana, ale szczęśliwa. Zadowolona. Tak własnie myślałam, że czeka mnie kariera sprzątaczki. Muszę powiedzieć, że jestem w tym dobra!
Gdyby ktokolwiek tam wszedł przed sprzątaniem, powiedziałby, że przez pół roku nie mieszkały tam dwie urocze studentki z Norwegii, ale dwóch polskich studentów. Tak, właśnie. Urocze norweszki prawdopodobnie nigdy w życiu nie wzięły do ręki szmatki, szczotki i odkurzacza. Zapewne nie wiedziały nawet, co to jest. Osobiście jestem okropną bałaganiarą, ale do takiego stanu W ŻYCIU bym nie dopuściła mieszkania. Wszędzie  były plamy wszelkiego rodzaju, kurz, brudne patyczki do uszu (!), zacieki...Masakra. Wszystko przebiła jednak lodówka. Tam życie zaczęło tętnić pełną parą, a szczególnie urocze było mięsko. Mięsko miało jakieś dwa tygodnie i leżało sobie radośnie w odłączonej od prądu zamrażarce. Lepiej nie wyobrażać sobie tego cudownego zapachu.
Mimo wszystko, udało nam się doprowadzić do ładu ten przybytek, który okazał się prześlicznym, wypasionym mieszkaniem. Mam nadzieję, że następni najemcy będą wiedzieli, do czego służy mop i wiadro. Albo chociaż kosz na śmieci.
Tak czy inaczej, wzbogaciłam się i nie mam zamiaru wydawać tak ciężko zarobionej kasy. Ciekawe uczucie.

Ok. Próba charakteru. Jeszcze pół godziny.