To miejsce, gdzie kiedyś zapisywałam wszystkie swoje myśli, mniej czy bardziej chaotyczne lub głupie, zostało przeze mnie opuszczone na dość długi czas. Nie potrzebowałam przelania wszystkich swoich myśli akurat tutaj, chociaż działo się naprawdę wiele. Dużo zmian wokół mnie, dużo we mnie. Były dni szczęśliwe ale też pełne strachu, złości i wydarzeń, o których myślenie rozrywało nas od środka każdego dnia.
Myślę jednak, że dajemy sobie z tym radę.
Po tak długim czasie znowu mam ochotę tu napisać. Za dużo już kłębi się w mojej głowie. Za dużo myśli o samej sobie, o tym, co robię w życiu i jak bardzo nie wiem, co z nim robić dalej. Część mnie, ta racjonalna, chce w tym trwać, próbować. Po chwili jednak odzywa się ta druga, emocjonalna, która mówi "przecież to ci się nie podoba, zostaw to, spróbuj robić coś innego". I wtedy czuję pierwszy raz tak silny konflikt wewnętrzny. Wiem, że ci, którzy muszą słuchać moich narzekań, mają rację. Powinnam spróbować wytrwać. To przecież nie koniec świata. Czuję jednak, jakbym miała nie dać sobie rady. Tracę wiarę w siebie i w to, co robię. I zaczęłam być ostatnio zmęczona.
Niestety, również to, że zostałam ostatnio zrównana z ziemią, w niczym mi nie pomogło. Czuję się jeszcze bardziej rozczarowana życiem. I sobą przede wszystkim.
Wiem jednak, że muszę się za siebie w końcu zabrać. Za swoje lenistwo, napady "zaszklonych oczu" i poczucia beznadziei. Mam nadzieję, że powoli, małymi kroczkami, dotrę do swojego celu, tak jak to robiłam zawsze. Mam przecież takie wsparcie, o którym nawet nigdy nie marzyłam. I dzięki niemu też, mimo wszelkich moich "napadów" potrafię się uśmiechnąć i chociaż na chwilę poczuć spokojnie. To mi pozwoli wytrwać, wiem to na pewno.
Innymi słowy - pora wstać i iść z podniesioną głową. Koniec końców znów to wejdzie w nawyk i może ostatecznie znajdę swoją drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz