Całe moje życie ludzie wokół mieli problem z mówieniem, że coś jest źle. Normalnie-coś komuś nie pasuje, mówi to i sprawa załatwiona. Nie, zawsze albo są wrzaski jeden na drugiego albo omijanie tematu najdłużej jak się da. Nie da się tego samej nie nauczyć skoro trwa to od kiedy się pamięta. Więc omijam temat albo krzycze, wyrzucając z siebie wszystkie emocje jakie sie we mnie nazbieraly.
W tym jednak momencie, nie ważne jak bardzo tego nie toleruje, mam ochotę właśnie wykrzyczec wszystko. Chciałabym zamknąć się w pochlaniajacej dźwięk kabinie i krzyczeć, krzyczeć, krzyczeć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz