Naprawdę nie lubię się odkochiwać. Do dupy jest takie uczucie. Wychodzę na podwórko i nie myślę już "piękne niebo, jest mi dobrze". Dzisiejszy dzień był udany, ale to nie to samo co wcześniej.
Cholera, dlaczego musisz być taki? Taki obojętny? To niesprawiedliwe. Mogłeś mi chociaż nie dawać powodów, nie stwarzać pozorów. Nie myślę już teraz racjonalnie. Nic mi się nie chce. Polski? Jaki polski? W głowie mam Ciebie. To takie niezdrowe. I tłumaczę sobie raz, piąty, dziesiąty: dasz radę, po co Ci to? Dawało radę w ciągu dnia. Wieczorem jest gorzej, a w nocy to armagedon. Wybuch myśli. Nie zasnę znowu, a jutro na 7 do szkoły. Fuck.
Chcę weekend i no stress. Ma wypalić, błagam, błagam, błagam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz