środa, 10 lutego 2010
Piszę teraz, bo naszła mnie pewna myśl. Przyszedł pomysł na siebie i na ogarnięcie wszystkich problemów. Człowiek musi gdzieś to zapisać, żeby nie zapomnieć i nie poddać się wcześniejszym emocjom.
Po pierwsze, godzę się na to, że każdy człowiek jest wartościowy, ale zawsze każdy jest inaczej odbierany. Jedni są hołubieni, innych chwali się rzadko. Należę do tej drugiej grupy i badzo mi to przeszkadzało do tej pory. Muszę przekonać samą siebie, że mogę nie być ogólnie uwielbiana, nie mogę być na piedestale.Jestem wartościowa i ludzie, którym na mnie zależy a także ci którzy widzą we mnie kogoś dobrego, będą mnie wspierać i to właśnie na nich mi musi zależeć. Na ich zdaniu.
Po drugie, "przyjmuję życie takie jakie jest, pozmieniam je, będę ciągle walczyć, przed siebie iść..." (Myslovitz). Żyję dla siebie, chcę gdzieś zajść i mimo tego, że jestem obrzydliwym tchórzem, muszę się starać, by nie skończyć jako wiecznie zamartwiająca się przeszłością bezrobotna (lub pracująca jak wół urzędniczka, o pensji 700 zł za miesiąc, nie wiem co gorsze). Mam plany. Wszystko jest w moich rękach, prawda? Najważniejsze to się nie załamywać i uwierzyć w siebie. Nie mogę "posłusznie płynąć z prądem, mimo że rzeka niesie mnie nie tam, gdzie bym chciała" (książka "Kuźnia na rozdrożu"). Osiągnę wiele, muszę w siebie uwierzyć i przestać martwić się o wszystko.
Będzie dobrze. Skończmy z tym pesymizmem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz