piątek, 30 września 2011
nie rozumiem tego ściśniętego żołądka, tych snów, tych dziwnych schiz, które prześladują mnie od trzech dni. tracę zmysły. piękny eufemizm od bycia chorym psychicznie. doszukuję się czegoś, czego nie ma, zachwycam się największą pierdołą, jaką można.. pani na polskim pięknie powiedziała, że 'jako ludzie prawie dorośli...'. tak więc jako człowiek prawie dorosły zachowuję się jak przedszkolak upierający się przy jednej zabawce i męczący wszystkich w koło jęczeniem o nią.
jestem sobą zachwycona.
koniec. jest piątek. ciuchy kupione, berger king zaliczony (<3) a teraz siedzimy, nie robimy nic.
czwartek, 29 września 2011
środa, 28 września 2011
nie będę wymagać od innych, żeby mnie podnieśli. wiem, że strasznie dużo myśli pałęta się w mojej głowie i że tak musi być. poddaję się tym myślom, niech mnie niosą, niech wyznaczają inny tok działań każdego dnia. bo nie każdy musi być tak cholernie przewidywalny. miałam dość długo nadzieję, że ta rutyna przejdzie, ale...chyba mnie dobiła.
jednak tym razem, sama się podniosę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











