niedziela, 19 listopada 2017

Rok 2017 był rokiem zmian.
Więcej, był rokiem wywrócenia mojego życia do góry nogami. Oderwania się od ściągających mnie w dół myśli, osób, miejsc. Los poprowadził mnie na kompletnie inną ścieżkę, jaką do tej pory szłam.
Zmieniło się wszystko. Większość tych zmian była nagła i kompletnie wytrącała mnie z równowagi w momencie ich nadejścia - oderwanie się od toksycznego związku, nagłe odejście z pracy, to, jak potraktowana zostałam przez tzw. "przyjaciół"... Teraz jednak, gdy patrzę wstecz, myślę, że większość tych sytuacji była - mimo swojego pewnego okrucieństwa - zbawienna.
Teraz jestem w związku, w którym nareszcie nie muszę przejmować się z każdym słowem, czy na pewno kogoś nie urażę. Nie czekam na kolejną kłótnię, do których w pewnym momencie byłam tak przyzwyczajona, że bez nich w pewnym sensie nie czułam żadnych emocji. Oczywiście, sposób w jaki skończyliśmy ze sobą był beznadziejny i mam do tej pory wiele wyrzutów sumienia, ale jednak jestem o niebo bardziej spokojna. I mam nadzieję, że on też.
Miejsce pracy? Potraktowana byłam jak nic niewarty pracownik najniższej rangi, chociaż pracowałam dla byłego szefa przez 3 lata z przerwami. Nie mogłam w to uwierzyć. W to, jaką decyzję podjął i w jaki sposób to zrobił (a może raczej nie zrobił nic, tylko dowiedziałam się o zwolnieniu od kogoś innego). Ale teraz nie mam żalu, nie mam właściwie żadnych uczuć wobec tej karykatury człowieka, żal mi jedynie opuszczenia ludzi, z którymi wiele przepracowałam i z którymi się zżyłam. Szybko znalazłam nową pracę, ciekawą, choć ciężką. I może niedługo z niej będę zmuszona zrezygnować, ale dobrze było wiedzieć, że jest się chcianym i docenionym. Każde doświadczenie w życiu jest ważne.
Jeśli chodzi o koniec znajomości z kiedyś najważniejszymi dla mnie ludźmi... Zostałam potraktowana jak ktoś obcy, takie mam wrażenie. Jak ktoś, kogo chce się pozbyć, bo jest niechciany w towarzystwie i NARESZCIE nadarzyła się okazja do wypuszczenia swojego jadu. W pierwszym momencie, po kilkuminutowym szoku, we mnie zawrzało. Nienawidzę, gdy traktuje się mnie tak niesprawiedliwie. To, jak zostałam potraktowana, nazwana i skreślona było nijak współmierne z tym, co zrobiłam. Teraz myślę, że może tak musiało być. Może będzie mi z tym lepiej, kto wie, im na pewno jest. Czemu więc ja mam się zamartwiać ludźmi, którzy nie potrafią nawet normalnie porozmawiać, tylko muszą napisać esej na mój temat, obrażając mnie? Nie mam siły na tyle toksyn w swoim życiu.
Pod koniec przyszłego miesiąca będę patrzeć na ubiegający rok z lekką nostalgią, ale też spokojem. Będę wiedzieć, że przede mną nowe 365 dni dalszego udoskonalania siebie, pozbywania się złych nawyków i rozwijania relacji, dzięki którym chce się żyć. I będę patrzeć w przód z podniesioną głową.